Serce Marii Elizabeth zabiło mocniej. Czyżby wybrał zły numer? Wstyd uderzył ją jak policzek. Poprosił nieznajomego o pieniądze. Ale potem rzeczywistość Santiago wzięła górę. Ledwo otworzył drzwi.
To, co zobaczyła, zaniepokoiło ją. Być może czekał na sąsiada albo kogoś z okolicy. Ale był tam wysoki mężczyzna, ubrany w proste ubranie, które znała z magazynów. Jego zielone oczy nie patrzyły na nią ani z litością, ani z melancholią. Patrzyły na nią z autentyczną, wręcz natarczywą troską.