Pierwsza weszła moja mama.
Zapukała krótko, nerwowo, jakby moje drzwi były jej coś winne. Otworzyłem. Stała wyprostowana, zadbana, w beżowym płaszczu, który kupiłem jej w zeszłym roku.
— Zwariowałaś? — zapytała bez powitania. Co to znaczy? Rozbawiłaś nas!
Nie odpowiedziałem jej od razu. Wpuściłem ją, żeby zobaczyła, że nie ma tam nic spektakularnego. Stół, laptop, kubek wody.
— Dwadzieścia dwa miliony lei, mamo — powiedziałem spokojnie. — To wszystko, co ci dałem przez 12 lat.