Kilka miesięcy później podpisałam umowę najmu mieszkania. Małego. Jasnego. Mojego. Za pieniądze, których tym razem nikomu nie wysłałam.
Nie zaprosiłam nikogo z rodziny na inaugurację. Usiadłam na podłodze z pizzą i kieliszkiem wina.
I pomyślałam o czymś prostym.
Nie jesteś żebrakiem, kiedy prosisz o szacunek.
Jesteś wolna, kiedy nie płacisz już za to, żeby być kochaną.