Eleonora poczuła, jak miękną jej kolana. Przez chwilę myślała, że śni, że umysł płata jej figle po tylu latach tęsknoty, modlitw i pytań bez odpowiedzi. Łza spłynęła jej po policzku, ale jej nie otarła. Chciała poczuć wszystko takim, jakie było: prawdziwe, żywe, nieoczekiwane.
Lia podeszła do niej i bez wahania ją przytuliła. Potem nastąpił długi, milczący uścisk, jakby czas trzeba było nadrobić. Roxana i Claudia również podeszły, a Eleonora znalazła się w otoczeniu trzech kobiet, które przed laty zastała drżące przy śmietniku. Teraz pachniały drogimi perfumami, a ich oczy były pełne zaufania, nie strachu.
„Wejdźcie, dziewczyny” – zdołała powiedzieć Eleonora ledwo szeptem.