Przez plecy Krystyny przebiegł lodowaty dreszcz w tej samej chwili, gdy zrozumiała: coś w ich nowym, tak jasnym życiu poszło zupełnie nie tak. — Oddałem wypłatę mamie, ona jest mądrzejsza! — Świetnie, ja też oddałam. Swojej mamie.

Krystyna łagodnie wzruszyła ramionami. — Dlaczego? U was w rodzinie tak jest przyjęte. Postanowiłam podtrzymać tradycję. Wstał gwałtownie z krzesła. — Krystyna, nie przesadzaj! Po raz pierwszy tego wieczoru spojrzała mu prosto w oczy — spokojnie i bardzo uważnie.

— Nie, Mateusz. To ty przesadziłeś. Kiedy podjąłeś decyzję za nas dwoje.

Cisza między nimi zgęstniała, niemal namacalna. Mateusz przeczesał ręką włosy, już bez dawnej pewności. — Słuchaj… ja po prostu chciałem jak najlepiej. — Wierzę — powiedziała cicho Krystyna. — Ale „jak najlepiej” to wtedy, gdy decydujemy razem. A nie kiedy ja dowiaduję się o tym przy kuchence z chochlą w ręku.