…Wróciłem do stołu z tym samym spokojnym wyrazem twarzy, jakby wszystko było w porządku. Ale we mnie, niczym ostrze, wrzała nagła cisza. Spojrzałem na każdego z nich i zobaczyłem ich teraz inaczej: nie jako rodzinę, która mnie przyjęła, ale jako grupę, która tak bardzo mnie nie doceniała, że nigdy nie przyszło im do głowy, że mogę grać w coś większego niż oni.
Usiadłem z powrotem, a Radu uśmiechnął się do mnie z zadowoleniem. Ten uśmiech, który widziałem tyle razy, gdy myślał, że jego żarty są udane albo gdy miał wrażenie, że panuje nad sytuacją. Po raz pierwszy nie bolało. Po prostu mnie zmotywowało.