Przez sześć miesięcy pozwalałam mojemu narzeczonemu i jego rodzinie śmiać się ze mnie po arabsku

Następnego ranka ubrałam się prosto – beżowa sukienka, wygodne buty, żadnej biżuterii. Nie było potrzeby fajerwerków. Zeszłam do holu hotelu, w którym tymczasowo się zatrzymałam, i zastałam go tam, czekającego na mnie. Uśmiechał się.

„Kochanie, myślałem, że wczoraj wieczorem byłaś zdenerwowana” – powiedział, wręczając mi czerwoną różę. Mama była trochę… tradycyjna.

„Nie, wcale nie” – odpowiedziałam spokojnie. Wręcz przeciwnie, pomogła mi zrozumieć wiele rzeczy.

Spojrzałam mu prosto w oczy i zobaczyłam moment, w którym jego pewność siebie zachwiała się. Nie miałam w zwyczaju tak mówić. Wyszliśmy razem, poranne słońce oświetlało moją twarz, ale w myślach już robiłam kolejny krok.

W porze lunchu miałam spotkać się z Leilą. Zaprosiła mnie na herbatę, prawdopodobnie po to, żeby „wyjaśnić zasady panujące w domu”. Kiedy przyszłam, powitała mnie tym swoim sztucznym uśmiechem i nienaganną jedwabną sukienką.