„Usiądź, Lucasie” – powiedział szeryf Hale stanowczym, ale spokojnym głosem. „Musimy porozmawiać o tym, co wydarzyło się wczoraj wieczorem”.
Jedynym dźwiękiem w pokoju było tykanie zegara. Lucas pozostał nieruchomy, w końcu rozumiejąc, że to śniadanie nie jest przeprosinami, a wyrównaniem rachunków.
Spojrzał na szeryfa, potem na pastora, szukając uśmiechu, którego nie znalazł, po czym opadł na krzesło, jakby opuściły go siły.
„Zadzwoniłeś na policję?” – warknęła, próbując odzyskać panowanie nad sobą. „Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam?”