Elisa stała chwilę w drzwiach, opierając rękę o framugę. To nie było obiecane miejsce. To było miejsce, które przetrwało. I tyle.
Weszła powoli, jakby bała się spłoszyć dom. Dzieci usiadły na ławkach, przyzwyczajone do ciszy. Niemowlę poruszyło się lekko w kocyku, a Elisa instynktownie podeszła i je pobujała. Płacz nie rozległ się. Jakby czuła, że ktoś po raz pierwszy wie, co robią.
„Jadłeś już dzisiaj?” zapytała.
Skłonili głowy. Niektórzy wzruszyli ramionami. To nie był pierwszy dzień bez jedzenia.