Elisa otworzyła walizki. Miała niewiele: suchy chleb, kilka konserw, trochę jabłek. Bezceremonialnie położyła je na stole. Dzieci się nie spieszyły. Czekały na pozwolenie.
„Jedz” powiedziała po prostu.
Jedli w milczeniu. Ostrożnie. Jakby jedzenie mogło się przewrócić.
Tej nocy Elisa nie spała. Siedziała na krześle z dzieckiem na piersi, wsłuchując się w oddech siódemki. Myślała o bilecie kolejowym. O życiu, jakie mogłaby mieć. I o życiu, które teraz na nią patrzyło.
Rano podjęła decyzję.
Poszła do wioski. Rozmawiała z ludźmi. Prosiła o pracę. Obiecała uczciwą pracę. Spotkała się ze sceptycznym spojrzeniem, ale też z kilkoma wyciągniętymi rękami. Za pierwsze pieniądze, 120 lei, kupiła mąkę, olej i mleko.
Wieczorem w domu pachniało gorącym jedzeniem.