Kiedy Mihai wszedł do salonu, z zagubionym wzrokiem i pogniecioną koszulą, Elena nagle wstała. Przez kilka sekund cisza między nimi była cięższa niż jakiekolwiek słowa. Potem, nie podnosząc głosu, powiedział:
— Gdybym dziś nie przyszedł, mógłbyś stracić dziecko. Może i żonę.
Mihai zamarł. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy go zobaczyła, ale nic nie powiedziała. Odwróciła wzrok w stronę okna, zawstydzona i zraniona.
Elena wyszła z pokoju, zostawiając ich samych. Wiedziała, że niektórych lekcji nie da się wypowiedzieć – musiały boleć, żeby je zrozumieć.
Mihai podszedł do łóżka Any, ale jego głos się załamał:
— Ana… Nie mam wymówki. Jestem głupcem.
Westchnęła głęboko, nie patrząc na niego.
— Nie mów mi tego, Mihai. Powiedz naszemu dziecku, kiedy się urodzi, dlaczego cię przy nas nie było.
Jej słowa uderzyły go jak policzek. W tym momencie zrozumiał, że stracił coś więcej niż zaufanie kobiety – stracił jej szacunek.