Przyjechałem bez zapowiedzi, żeby odwiedzić moją ciężarną córkę

Następne dni były trudne. Ana powoli dochodziła do siebie z pomocą matki, ale pozostała milcząca i zimna. Mihai przychodził do szpitala każdego dnia, przynosząc kwiaty, jedzenie, cokolwiek, tylko po to, żeby usłyszeć jej głos. Nie zbeształa go, nie odgoniła, ale też na niego nie spojrzała. I ta obojętność zabiła go bardziej niż jakakolwiek kłótnia.

Pewnego wieczoru, gdy Ana spała, Elena znalazła Mihaia na korytarzu, z głową w dłoniach.
— Wiesz, powiedziała jej, czasami miłość nie znika. Ukrywa się, stygnie. Ale jeśli chcesz ją odzyskać, musisz na nią zasłużyć. I nie słowami, a czynami.

Mihai podniósł wzrok i skinął głową, jego oczy były czerwone.

Minęło kilka miesięcy. Ana urodziła zdrową dziewczynkę, a Mihai był przy niej, trzymając ją za rękę. Płakała, obiecując jej, że nigdy nie popełni błędu i nie straci rodziny przez chwilę szaleństwa.