Przyłapałam mojego męża z przyszłą żoną naszego syna na kilka dni przed ślubem

Znów ogarnęła nas przytłaczająca cisza. W kuchni słychać było jedynie stukanie deszczu w okno niczym niecierpliwe palce.

Po kilku minutach Andriej gwałtownie wstał.

— Mamo, muszę podjąć decyzję. Teraz. Nie mogę wziąć ślubu na kłamstwie. Nie mogę wychować dziecka mojego ojca. Nie mogę.

Poczułam ucisk w piersi, ale wiedziałam, że ma rację.

— Co chcesz zrobić? — zapytałam go.

— Chcę z nią porozmawiać. Powiedzieć jej, że wiem. Powiedzieć jej, że to koniec.

Skinęłam głową. Nie było innego wyjścia.

— Idę z tobą — powiedziałam jej.

— Nie, mamo. Nie musisz już przez to przechodzić.

Ale ja już wstałam.

— Teraz muszę. Już przed niczym nie uciekam.

Poszliśmy razem do mieszkania, w którym mieszkała Elena. Stara kamienica, zapach duszonej kapusty, żółte światło w korytarzu. Andriej cicho zapukał. Drzwi się otworzyły, a ona, w kapciach i z oczami opuchniętymi od płaczu, spojrzała na nas jak na dwoje obcych.