Słowo „ojciec” zawisło w powietrzu niczym pęknięty dzwon.
Poczułam dziwną mieszankę gniewu i bólu. Nie był to głośny gniew, który każe rzucać przedmiotami. To było coś głębszego, cichszego, bardziej niebezpiecznego: gniew człowieka, który uświadomił sobie, że spędził lata u boku kogoś, kogo tak naprawdę nie znał.
„A ślub?” – zapytałam, choć znałam odpowiedź.
Andriej zaśmiał się krótko, bez radości.
„Myślisz, że to ma sens? Szczerze? Nawet nie wiem, czy to dziecko… czy on jest…” Zakrył twarz dłońmi. „Już nic nie wiem, mamo”.
Zimny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Położyłam dłoń na jego plecach. Był napięty jak napięty drut.
„Andriej, posłuchaj mnie uważnie” – powiedziałam cicho, ale stanowczo. „Nie jesteś winny. Ani za to, co zrobił twój ojciec, ani za jej wybory. To ich życie, nie twoje. Zasługujesz na coś innego. Zasługujesz na dziewczynę, która kocha ciebie, a nie kogoś innego.
Andriej skinął głową, ale nie wydawał się przekonany.