Nazywam się Cassandra Rhys, mam trzydzieści lat i jestem pułkownikiem armii Stanów Zjednoczonych. Jutro rano zasiądę przy stole naprzeciwko mojego ojca i brata, aby omówić strategiczny kontrakt obronny. Oni jeszcze o tym nie wiedzą, ale to ja — jako oficjalny przedstawiciel Pentagonu — będę mieć decydujące zdanie w sprawie całego projektu.
Minęło pięć lat odkąd ostatni raz postawiłam stopę w tym domu. Pięć lat od chwili, gdy, zmęczona byciem „rozczarowaniem rodziny”, wyszłam, nie oglądając się za siebie. Dla nich wstąpienie do wojska było niewybaczalnym błędem: ojciec mawiał, że armia to „schronienie dla tych, którzy nie mają prawdziwych ambicji”. To jedno zdanie zakończyło wszelkie rozmowy między nami.