„Pułkownik Cassandra Rhys: kobieta, która wróciła do rodziny, by udowodnić swoją wartość i siłę”

Dziś wieczorem wracam na kolację rodzinną. Moja matka ożywi się, opowiadając o nowej promocji Ethana, ojciec będzie przytakiwał z dumą, a nieuchronnie ktoś zapyta, czy nadal „jesteś w jakiejś misji”. Nie będę odpowiadać, nie będę ich poprawiać. Wiem, że jutro, gdy ich CEO wypowie „Pułkownik Rhys” w pełnej sali zarządu, to będzie przemawiać za mnie.

Podjazd wydaje mi się węższy niż pamiętam. Wynajęty, czarny SUV stoi obok wgniecionego crossovera mojej matki. Gaszę silnik i pozostaję nieruchomo. Ręce spokojne — to spokój, którego uczą na misjach — ale żołądek ściska się jak zawsze przed ważną operacją. Ciepłe światło ganku oświetla stary wycieraczkę. Wiem, że kiedy tylko wejdę, poczuję się jednocześnie niewidoczna i oceniana.

— Cassandra! — woła matka z kuchni, gdy dzwonię do drzwi. — Wejdź, drzwi otwarte!
Zapach jej ulubionych kwiatów jest taki sam jak lata temu. Na ścianie galeria zdjęć dokumentuje historię rodziny: dyplom Ethana, ślub, dzieci… Brak jakiegokolwiek zdjęcia mnie w mundurze, nawet oficjalnego portretu, który im wysłałam.