Kobieta pochyliła się w stronę Naomi. „Właściwie,” dodała, „chcielibyśmy też wybrać prezenty dla naszych wnuków. Może kolejne 300 000 dolarów.”
Spokój Danielle zadrżał.
Ponownie zaaprobowano.
Powietrze się zmieniło, nie dlatego, że dobroć została ukarana, ale dlatego, że bogactwo dało retrospektywną zgodę na szacunek, a Naomi poczuła ironię, jak ciężką rzecz w swojej klatce piersiowej. Starannie zapakowała każdy przedmiot, składając papier tak, jakby był częścią opowieści, wiążąc wstążkę z tą samą uwagą, jaką miała przed zaistnieniem transakcji, ponieważ odmówiła pozwolenia, aby pieniądze decydowały, kiedy godność ma zastosowanie.
Gdy przygotowywali się do wyjścia, starsza kobieta delikatnie ścisnęła dłoń Naomi. „Czy kogoś poznajesz?” zapytała, oczy błyszczące w sposób sugerujący coś więcej niż tylko ciekawość.
Naomi zaśmiała się cicho. „Nie, proszę pani.”
„Mamy syna,” powiedziała kobieta. „Trzydzieści cztery lata. Bardzo zapracowany. Bardzo uparty.”
Naomi uśmiechnęła się grzecznie. „Wątpię, aby zauważył kogoś takiego jak ja.”
Spojrzenie kobiety było refleksyjne. „Oh, myślę, że tak.”
Poprosili o jej wizytówkę.
Naomi niewiele z tego myślała, zakładając, że to po prostu kolejna ekscentryczna bogata rodzina zbierająca historie.