Później, kiedy opuściłem dziedziniec, nocne powietrze było świeże i chłodne. Zatrzymałem się na chwilę i spojrzałem za siebie. Światła wciąż migotały, ale atmosfera się zmieniła.
Radu ścisnął mnie za rękę.
„Byłeś niesamowity”.
„Właśnie pokazywałem im, kim jestem”.
I po raz pierwszy tego wieczoru poczułem, że tu pasuję. Nie dlatego, że mówiłem ich językiem, ale dlatego, że w końcu mówiłem swoim własnym językiem – językiem godności.