Rodzina mojego narzeczonego podczas rodzinnego obiadu żartowała ze mnie w każdym możliwym języku

Wtedy ktoś zaczął klaskać. Starsza kobieta, prawdopodobnie ciotka, klasnęła cicho, a potem coraz bardziej zdecydowanie. Wkrótce cały stół poszedł w jej ślady.

Uśmiechnąłem się i lekko skłoniłem.
— Dziękuję — powiedziałem po rumuńsku. I skoro zacząłeś wieczór od tylu języków, pozwól, że zakończę go w ten sam sposób.
Kontynuowałem po hiszpańsku, potem po arabsku, a na koniec powiedziałem po angielsku:
— Szacunek jest uniwersalny.

Po obiedzie podeszła do mnie pani Popa.

„Zawstydziłeś mnie przed wszystkimi, ale w… elegancki sposób” — powiedziała z nieoczekiwaną szczerością.

„Nie chciałam cię zawstydzić, chciałam tylko, żeby mnie usłyszano” — odpowiedziałem.

Długo na mnie patrzyła, po czym westchnęła.

„Myślę, że Radu ma do ciebie szczęście”.