Rodzina mojego narzeczonego podczas rodzinnego obiadu żartowała ze mnie w każdym możliwym języku

— Wiesz, dorastałem w małym miasteczku w Rumunii, ale szybko nauczyłem się, że człowieka nie ocenia się po drogich ubraniach ani dyplomach. Ojciec nauczył mnie, że prawdziwa klasa tkwi w tym, jak traktuje się innych.

Pani Popa straciła swój uprzejmy uśmiech.

— Kochanie, nie chciałem—

— Och, wiem — przerwałem jej delikatnie. — Nie chciałeś. Po prostu zakładałeś.

Lekko się do niej pochyliłem.

— A założenia, pani Popa, bywają brzydsze niż jakikolwiek błąd gramatyczny.

Radu spojrzał na mnie ze zdumieniem, ale w jego oczach malowała się duma.
— Mamo, Tato, mam nadzieję, że teraz rozumiecie, dlaczego się w niej zakochałem — powiedział, wstając i biorąc mnie za rękę.

Zapadła cisza. Gęsta, ciężka cisza wisiała nad stołem niczym mgła.