Deszcz w São Paulo nie tyle spadł, co rozpuścił miasto , zamieniając imponujące szklane monolity w szare widma, a kanały ściekowe w stygijskie rzeki, które rwąco płyną.
W Mercedesie-Maybachu powietrze było sprężone i filtrowane, a w powietrzu unosił się delikatny zapach drogiej włoskiej skóry i nikły aromat cedrowej wody kolońskiej. Marcelo wyjrzał przez okno, ale nie widział miasta.
Zobaczył swoje odbicie w przyciemnianym szkle: czterdziestopięcioletni mężczyzna o srebrnych skroniach i oczach, które stały się strukturalne, niczym stalowe belki wieżowców, które zbudował.
Był człowiekiem, który żył w ciszy własnego sukcesu. Jego imperium było fortecą dywidend, przejęć i aktów własności ziemi, ale jego dom był mauzoleum. W dzielnicy Jardim Europa posiadał dom z dwudziestoma czterema pokojami, a każdy z nich był oskarżeniem.