U stóp Lucii leżała plastikowa torba, do połowy wypełniona pogniecionymi puszkami i butelkami.
Jego była żona, której przysiągł wieczną miłość, przeżyła dzięki zbieraniu śmieci, by wyżywić dwójkę dzieci, o których istnieniu nie wiedziała.
„Spójrz na siebie, Lucía Salgado!” – krzyknęła Valeria, wystawiając połowę ciała za okno. „Szperasz w śmietniku, dokładnie tam, gdzie zawsze byłaś. Co tu robisz? Czekasz, aż ci pożałujemy?”
Lucía nie odpowiedziała. Nie spojrzała na Valerię. Po prostu wpatrywała się w Emiliano ze smutkiem tak głębokim, że aż bolało ją oddychanie.