Szli powoli poboczem do starego budynku, w którym Ana wynajmowała mieszkanie. Małe mieszkanie na czwartym piętrze, bez windy, w dzielnicy na obrzeżach Bacău. Każdy krok wydawał się testem, ale żadna ze starszych osób nie narzekała.
— Jestem Gheorghe, a to Maria, moja żona — powiedział mężczyzna ze spokojną dumą, jakby nie byli w drodze od trzech dni.
Mieszkanie było zimne, ale czyste. Ana natychmiast zagotowała wodę, wyjęła ostatni kawałek chleba i słoik dżemu. Nic specjalnego, ale dla Marii, która ledwo trzymała łyżkę, to była uczta.