„Mieliśmy piekarnię” — powiedział jej pewnego wieczoru. „Pracowaliśmy całe życie. Nigdy nie myśleliśmy, że tak skończymy”.
Pewnej niedzieli Ana opowiedziała wszystko sąsiadowi. Potem kolejnej. W ciągu tygodnia cała dzielnica wiedziała. Ktoś przyniósł koc. Ktoś inny przyniósł jedzenie. Młody mężczyzna opublikował historię w internecie.
W ciągu dwóch dni ludzie zaczęli pomagać.
Prawnik zaproponował, że zajmie się sprawą. Ratusz szybko zajął się sprawą porządnego domu opieki. Ana odebrała niespodziewany telefon: została przyjęta.
W dniu, w którym Gheorghe i Maria wyjechali do domu, Maria płakała.
„Uratowałeś nas”, powiedziała, ściskając dłoń Any.
— Nie — odpowiedziała Ana. — Po prostu nie odwróciłam głowy.