Maria nie zadawała zbędnych pytań. Spojrzała na wielki brzuch, zamglone oczy kobiety i przestraszone dziecko tulące się do niej i w jednej chwili wszystko zrozumiała.
— Oddychaj ze mną, mamo. Jestem tutaj — powiedziała cicho, głosem, który niósł ukojenie.
Ion szybko przyniósł wodę z samochodu i gruby koc, który zawsze miał „na wszelki wypadek”. Ana piła małymi łykami, drżąc, trzymając lalkę przy piersi.
Skurcze następowały jeden po drugim. Nie było już czasu na szpital.