W kolejnych dniach Ion i Maria nie pozwalali im wychodzić. Dawali im jedzenie, ubrania, prawdziwe łóżko. Wstawili improwizowaną kołyskę do pokoju, który od lat stał pusty.
Violeta chciała odejść. Ze wstydu. Ze strachu.
— Nie mamy pieniędzy… — powiedziała pewnego ranka.
Ion uśmiechnął się łagodnie.
— My też nie mieliśmy dzieci. Każdy płaci, ile może.
Mijały tygodnie. Violeta zaczęła pomagać w piekarni. Ana spacerowała z Marią po ogrodzie. Niemowlę, Ilinca, spało spokojnie, kołysane przez dom, który bez jej wiedzy stał się jej własnością.