Ion zawahał się. Jego dłonie były szorstkie od pracy, a płaszcz poplamiony woskiem. Wolontariusze wokół niego już patrzyli na niego z ironicznym uśmiechem. Ale potem zobaczył Anę nieśmiało unoszącą rękę w jego stronę, z pewnością siebie, która nie pozwalała mu odmówić.
Odłożył mopa, wygładził spodnie i niezręcznym ruchem pochylił się przed nią. Muzyka zmieniła się w powolny walc, a Ion, zawstydzony, położył dłoń na kole fotela, delikatnie nim kierując. Dziewczynka się roześmiała. Jej śmiech był czysty, krystaliczny i wypełnił pomieszczenie ciepłem, które sprawiło, że wszyscy na chwilę się zatrzymali.
— Naprawdę? — zapytał.
— Idealnie — odpowiedziała Ana. — Nawet nie wiesz, jak bardzo tego pragnęłam.
Ion kręcił nim powoli, jak we śnie. Muzyka, światła, brawa w tle — wszystko zniknęło. Zostali tylko oni dwoje, prosty mężczyzna i mała dziewczynka, która poczuła, że przez chwilę może latać.