Jesień nadeszła wcześnie i deszczowo do wsi Sosnówka. Błoto lepiło się do butów, niebo wisiało niczym ołowiane chmury, ale najzimniej było w sercu młodej Tani. Stała przy oknie starego drewnianego domu, tuląc do piersi rocznego synka, Miszę. Na zewnątrz, za zapadniętym płotem, życie tętniło swoim zwykłym, niezbyt przyjaznym rytmem.
Minął zaledwie tydzień, odkąd Siergiej, jej narzeczony, spakował swoje rzeczy i wyjechał do miasta. „Tak musi być, Taniu” – powiedział, nie patrząc jej w oczy. „Wyjeżdżam. Matka nie chce przyjąć dziecka, a ja sam… nie jestem gotowy”. Zostawił jej pięć tysięcy rubli i odjechał swoim zagranicznym samochodem, zostawiając dziewczynę z dzieckiem na rękach w zrujnowanym domu, który odziedziczyła po babci.