Wzięłam głęboki oddech, starając się nie upaść na ziemię, pośród jabłek i ziemniaków. Nie czułam się jak na publicznym dramacie. Żadnych wyjaśnień, żadnych przeprosin, żadnej przeszłości. Moja przeszłość była zbyt ciężka, zbyt kosztowna, opłacona łzami, nieprzespanymi nocami i najniższą krajową. Nie musiałam jej odkopywać.
„Muszę iść” – powiedziałam krótko, popychając kosz do przodu.
Lekko chwyciła mnie za rękę, ale nie po to, żeby mnie zatrzymać, tylko jak ktoś, kto boi się, że rzeczywistość wyparuje.
„Proszę, Eleno. Nie odchodź, nie wysłuchawszy mnie. Przynajmniej na chwilę”.