Siedmioletnia dziewczynka błaga bogatego mężczyznę o pomoc, nieświadoma, że jest on ojcem, którego nigdy nie znała.

„Hej! Puść ją, dzieciaku!” krzyknęli, chwytając ją za ramiona. Ale uścisk dziecka tylko się wzmocnił. Małe loki uwolniły się od gumek, a jej bladożółta sukienka wyglądała na wyblakłą od zbyt wielu prań – każda plamka i zabrudzenie były widoczne. Jej kolana otarły się o lśniące kafelki, były podrapane i zakurzone.

„Mówiłeś, że nie dotkniesz mojej mamy, dopóki nie przyniesiemy pieniędzy!” krzyknęła. „Proszę… jesteś bogaty! Pomóż nam!” Jordan skrzywił się. Nienawidził takich sytuacji. Nienawidził wszystkiego, co przypominało mu o żebraniu – wspomnienia z własnego dzieciństwa, kiedy błagał i prosił, głęboko zakorzenione w jego pamięci.

„Zejdź mi z drogi,” powiedział spokojnie, ale stanowczo. Ochroniarze próbowali odciągnąć dziewczynkę. „Wstań, dzieciaku! Nie możesz się trzymać Blake’a w ten sposób!” „Nie!” krzyknęła, opadając na podłogę i owijając ramiona wokół jego nogi jak lina. Łzy spływały po jej policzkach, zmywając kurz i brud. „Moja mama krwawi! Jest w ciąży!”

Jedno słowo zawisło w powietrzu: „umiera.” Ludzie wokół nich zaczęli szeptać. W ciąży… Spojrzyj na to dziecko, które błaga najbogatszego człowieka w mieście. Jedna z pielęgniarek przy recepcji niepewnie się odwróciła. Znała tę historię – wszyscy ją znali.

Kobieta przywieziona z komplikacjami, bez ubezpieczenia, bez pieniędzy na depozyt, a szpital trzymał się swoich zasad: brak płatności = brak operacji. Nawet jeśli to bolało, zasady to zasady. Jordan spojrzał na recepcję. „Czy to prawda?” zapytał nagle.