Gdy dotarła do schodów prowadzących do piwnicy, na jej ramionach ciążyło przeczucie, niczym zimna dłoń. Nie mogła pozbyć się myśli, że ktoś tam na dole żyje, ktoś cierpi. Nie mogła sobie jednak pozwolić na błąd – potrzebowała pracy, czynszu i leków matki, które kosztowały prawie 700 lei miesięcznie.
Jednak w kolejnych dniach ten słaby krzyk prześladował ją nawet we śnie. Powtarzała sobie, że może sobie wszystko wyobraziła, że jest zmęczona, ale żaden sen nie mógł brzmieć tak realistycznie. Zmęczone oczy widziane w ciemności wciąż pojawiały się w jej umyśle, jakby błagały ją, żeby się nie poddawała.
Pewnego wieczoru, gdy Weronika poszła na zakupy, a Radu był w podróży służbowej, Klara podjęła decyzję. Czuła, że jeśli wtedy czegoś nie zrobi, całe życie będzie żałować, że wiedziała i milczała. Wziął latarkę i stary śrubokręt z magazynu, jedyną „broń”, jaką miał, i ponownie podszedł do drzwi piwnicy.