Tym razem zamek był zamknięty. Znak, że ktoś wiedział, że ktoś tam był. Ale szukając rozwiązania, przypomniał sobie o zgubionym kluczu, który znalazł dzień wcześniej w kieszeni fartucha. Nie miał pojęcia, skąd się wziął. Teraz mógł spróbować tylko jednego.
Drżąc, włożył klucz i… rozległ się cichy trzask, a potem drzwi się otworzyły.
Schodząc krok po kroku, czuł, jak miękną mu kolana. Powietrze było zimniejsze, niż pamiętał, a zapach pleśni palił go w nozdrza. Kiedy latarka oświetliła odległy kąt, Clara zobaczyła drobną postać opartą o ścianę, ubraną w brudne ubrania, z potarganymi, siwymi włosami i wyrazem twarzy przeszywanym bólem.
— Kim… kim jesteś? — wyszeptała.
Kobieta płakała.