— Sofio… Mam poważną chorobę. A lekarze powiedzieli mi, że nie zostało mi wiele lat życia.
Czas się zatrzymał.
Sofia oniemiała. Stefan spojrzał na nią, czekając na jej reakcję, jakby to był wyrok.
— Nie chciałem sprawiać wrażenia błagalnego czy bezradnego. Chciałem sprawiać wrażenie silnego, mężczyzny zdolnego do proponowania rozwiązań. Ale prawda jest taka… Chciałem coś zaoferować, zanim odejdę. Zostawić kogoś w lepszej sytuacji, niż go zastałem.
Oczy Sofii napełniły się łzami, ale nie gniewem… a zagubieniem.
— Dlaczego ja?
— Ponieważ byłeś jedyną osobą, którą widziałam… taką, jaką byłam, zanim pogrążyłam się w pieniądzach i samotności.
Te słowa uderzyły ją w żołądek mocniej niż cokolwiek innego. I, nie zdając sobie z tego sprawy, Sofia zaczęła postrzegać go już nie jako kata jej wolności, ale jako kogoś pokonanego w jej własnych, niewidzialnych bitwach.