…syna kobiety, którą kiedyś się opiekował.
Czułem, jak grunt usuwa mi się spod stóp. Czytałem jeszcze raz, linijka po linijce, próbując zrozumieć. Pod podpisem widniało imię: Andriej.
Zakryłem usta dłonią. Nagle sobie przypomniałem. Dwadzieścia lat temu chora kobieta powierzyła mi swojego nastoletniego syna. Pomagałem jej, przyjmowałem leki, przynosiłem ciepłe jedzenie. Po jego śmierci nigdy go już nie widziałem. Chłopiec wyjechał do miasta, a życie zabrało mnie gdzie indziej.