Od tamtej pory każdego dnia spoglądałam na zdjęcie na stoliku nocnym. Nie jako wstydliwe wspomnienie, ale jako dowód, że życie nie kończy się z wiekiem. Że dusza ludzka może odrodzić się jednym spojrzeniem, chwilą odwagi.
Pewnego ranka wyszłam na podwórko i spojrzałam na pokryte rosą pole. Powietrze pachniało świeżą trawą, a niebo miało barwę nowego początku. Pomyślałam o Andrieju. Mogłam go już nigdy nie zobaczyć, ale gdzieś między nami pozostała cicha więź, taka, która nie wymagała słów.
Wróciłam do domu, włączyłam radio i zaczęłam tańczyć powoli, sama. Nie byłam już samotną kobietą w oknie. Byłam kobietą, która przeżyła, która popełniła błędy, ale która znów poczuła.
I po raz pierwszy od dawna szczerze się uśmiechnęłam.