Powoli wyszłam z pokoju, nie oglądając się za siebie. Miasto wciąż spało. Kupiłam kawę w kiosku i usiadłam na ławce, obserwując przemykających ludzi. W mojej duszy nie było już wstydu, tylko dziwne poczucie wyzwolenia.
Kilka dni później otrzymałam list. Był od Andrieja. Napisał, że od lat chciał mnie szukać, ale nie miał odwagi. Że tamtej nocy nie zbliżył się do mnie z pożądania, ale z głębokiej potrzeby zrozumienia, co znaczy prawdziwa czułość. „Byłaś pierwszą osobą, która pokazała mi, co znaczy dobroć, gdy byłam jeszcze zagubionym dzieckiem. Teraz oddałam ci, na chwilę, to, co dałaś mi wtedy: ciepło”.
Przycisnęłam list do piersi. Łzy mieszały się ze śmiechem. Może los ma swój dziwny sposób odwzajemniania lekcji, które daliśmy innym.