Julia stanęła w kolejce do odprawy, nerwowo bawiąc się paskiem torby. Lot był o jeden dzień wcześniejszy niż rocznica jej byłej teściowej — celowo wybrała właśnie ten. Wiedziała, że Oleg zwykle wszystko zostawia na ostatnią chwilę i prawdopodobnie wsiądzie do porannego lotu następnego dnia. Po trzech latach od rozwodu żyli w tej samej Moskwie, nie spotykając się ani razu. Teraz tym bardziej nie chciała łamać tej niepisanej umowy.
„Miejsce 12A” — przeczytała z biletu. Przy oknie, jak lubiła. Wyciągnęła książkę, którą zaczęła dzień wcześniej i nie mogła odłożyć. Opowieść o miłości, zdradzie i przebaczeniu. Dawniej unikała takich historii, teraz czas łagodzi rany.
„Julio?” — głos sprawił, że zadrżała. Spojrzała w górę. Oleg stał w przejściu, trzymając uchwyt walizki. Nadal szczupły, w ulubionej szarej marynarce, z siwymi włosami przy skroniach, których wcześniej nie zauważyła.