Spóźniona na pociąg Elena chciała zadzwonić do męża, ale nagle jakaś Cyganka chwyciła ją za rękę
Powoli, bezszelestnie zamknęła drzwi sypialni. Zamiast gniewu poczuła ogromną pustkę w piersi, dziwną ciszę. Poszła do kuchni, nalała sobie szklankę wody i usiadła na krześle. Na zewnątrz słychać było deszcz, ten sam, który przemoczył jej buty na dworcu kolejowym.
„Może tak miało być” – wyszeptała. Po raz pierwszy w życiu nie czuła już potrzeby krzyczenia, domagania się wyjaśnień ani płaczu. Czuła jedynie gorzkie ukojenie.
Rano, kiedy mąż wyszedł z sypialni, zastała dom pusty. Na stole leżała krótka notatka napisana na kartce papieru:
„Dziękuję za prawdę. Koniec z kłamstwami”.
Elena już wyszła. Szła w kierunku dworca autobusowego, niosąc małą torbę i nie oglądając się za siebie. Nie wiedziała, dokąd idzie, ale wiedziała, że nie wróci.