Sprawili, że poczułam się jak pokojówka na ślubie mojej siostry. — Słowa mężczyzny uciszyły cały pokój.

„Evelyn!” Głos mojej matki był tak ostry, że można by nim ciąć szkło. Pojawiła się obok mnie z tacą pełną pustych kieliszków do szampana i kryształowych kieliszków umazanych szminką. Przycisnęła tacę do mojej piersi tak mocno, że musiałam ją szybko chwycić. „Zanieś to natychmiast do kuchni. Nie stój tam i nie gap się na pana Sterlinga. Bądź choć raz w życiu przydatna”.

Wzięłam tacę bez narzekania, moje dłonie automatycznie ułożyły się, by zrównoważyć jej ciężar. Nie protestowałam. Nie zwróciłam uwagi, że jestem gościem na weselu mojej siostry, a nie najemną służącą. Nic nie powiedziałam.

Zerknęłam jednak przez ramię na pana Sterlinga, odwracając się w stronę drzwi kuchennych.

Jego oczy rozszerzyły się, zmieszanie ustąpiło miejsca rodzącemu się zrozumieniu, a zaraz potem przerażeniu. Obserwował całą scenę: „przeciętna” córka była otwarcie traktowana jak najemna pomocnica, której powierzono nakrywanie do stołu na weselu jej siostry.