Odłożył miotłę na bok, oparł ją o płot i wytarł ręce o fartuch.
Na nikogo nie czekał.
Gdy je otworzył, zabrakło mu powietrza.
Przed nią stali dwaj wysocy mężczyźni w nienagannych mundurach pilotów. Białe koszule, złote epolety, czapki trzymane prosto pod pachami.
Przez chwilę ich nie rozpoznał.