Starsza kobieta poszła oczyścić opuszczoną studnię w domu

Maria stała nieruchomo przez chwilę, trzymając lampę jak najwyżej, jakby to słabe światło mogło odpędzić całe zło, które mogło kryć się w tej głębi. Jej serce biło powoli, ale stanowczo, niczym młot obwieszczający coś ważnego i nieznanego.

Zbliżała się do dużej skrzyni, krok po kroku. Drewno było spróchniałe, ale zamek wydawał się o wiele lepiej zachowany niż reszta. Dotknęła go opuszkami palców. Zimny ​​jak lód. Zbyt zimny jak na miejsce, gdzie wilgoć powinna zmiękczyć metal. Dreszcz przebiegł jej po plecach.

Potem jej wzrok powędrował ku mniejszej skrzyni. Była lekko pęknięta, a wieko przechyliło się na bok, odsłaniając kawałek materiału owinięty wokół czegoś małego i okrągłego. Maria przełknęła ślinę, pochyliła się i powoli uniosła materiał. Wewnątrz znajdował się dziwny, ciężki, poczerniały brązowy medalion, z wygrawerowanym tym samym napisem, co na stopniu: „Kto schodzi, niesie ciężar tajemnicy”.