Świt nastał szary, jakby samo niebo się wahało.

Świt nastał szary, jakby samo niebo się wahało.

Andrés nie był już Andrésem.

To był Alejandro Rivas.

Siedział przed drewnianym domem, gdy słońce ledwo oświetlało wilgotne pola. Laura wyszła z filiżanką kawy w dłoniach i wiedziała, zanim się odezwał, że coś się zmieniło. Nie chodziło o jego postawę. Nie chodziło o jego proste ubranie. Chodziło o jego spojrzenie. Nie była już zagubiona.

„Pamiętam wszystko” – powiedział cicho.

Laura nie odpowiedziała od razu. Po prostu usiadła obok niego.