Świt nastał szary, jakby samo niebo się wahało.

Alejandro powiedział jej, kim jest. Jego firma, jego majątek, wspólnicy, którzy uśmiechali się do niego i spiskowali za jego plecami. Rada dyrektorów, która naciskała na niego latami. Noc wypadku. Samochód, który zajechał mu drogę na autostradzie. Uderzenie. Ciemność.

„Zostawili mnie na pewną śmierć” – podsumował. „I pewnie już wszystko podzielili”.

Laura spojrzała na wilgotną ziemię.

— Więc… zamierzasz odejść?

To nie było pytanie narzekające. To była po prostu prawda.

Alejandro spojrzał na dom, dach, który sam naprawił, stodołę na wpół zniszczoną przez burzę, suszące się pranie, zabłocone buty przy drzwiach. Spojrzał na Mateo, który bawił się kijem, jakby to była szabla, i na Sofię, która próbowała nauczyć kurę pozostawania w bezruchu.

W mieście czekały na niego helikoptery, przeszklone biura i prawnicy gotowi do posłuszeństwa. Czekały na niego głośne nagłówki: „Milioner powraca z martwych”. Czekali na niego wrogowie.