Świt nastał szary, jakby samo niebo się wahało.

Tutaj czekało na niego małe, ale prawdziwe życie.

Tego samego dnia podjął decyzję pośrednią.

„Muszę wrócić” – powiedział. „Nie dla pieniędzy. Ale dlatego, że próbowali mnie zabić. A jeśli nie wrócę, wygrają”.

Laura skinęła głową. Wiedziała, że ​​nie może go powstrzymać.

—Ale nie zamierzam tam wracać i tam zostać — dodał. Nie tym razem.

Dwa dni później Alejandro pojawił się w stolicy.

To było jak zdetonowanie bomby.

Wiadomość ta zakłóciła jego harmonogram. Jego współpracownicy bledli na nadzwyczajnych spotkaniach. Ci, którzy pospiesznie podpisali dokumenty, zaczęli się pocić przed swoimi prawnikami. Alejandro nie krzyczał. Nie robił scen. Był bardziej zimny niż kiedykolwiek.

Mając dowody ataku i sfałszowane dokumenty finansowe, odzyskał kontrolę nad firmą w ciągu kilku tygodni. Pozwał tych, którzy go zdradzili. Niektórzy z nich stanęli przed sądem. Inni uciekli z kraju.

Ale coś w nim już nie pasowało do tego świata.