Matei wyciągnął do niej rękę. Maria spojrzała na niego ze zdumieniem, a potem uśmiechnęła się. Lekki, ale ciepły uśmiech zdawał się rozjaśniać jej brudną twarz. Chłopiec poruszył ustami bezgłośnie, ale coś się zmieniło w jego oczach. Iskra. Drgnięcie.
Maria pochyliła się ku niemu i dotknęła jego dłoni.
– Jesteś piękna, maleńka – powiedziała cicho. Dokąd idziesz?
Călin poczuł dreszcz. Jakby Matei słuchał. Jakby rozumiał inaczej niż wcześniej.
Wtedy, nieprawdopodobnie, fantastycznie, dziecko wydało z siebie krótki dźwięk. Ledwo wyczuwalne. Coś w rodzaju chrząknięcia, ale jednak dźwięk. Pierwszy.
Maria drgnęła i zakryła usta dłonią.
– Coś powiedziała!