Po wyjściu ze szpitala ojciec i syn pozostali w milczeniu. Na ulicy ludzie patrzyli z zachwytem, niektórzy nawet się kłaniali. Wieść, że syn milionera odzyskał wzrok, rozeszła się jak ogień.
— Tato, musimy ją znaleźć — powiedział chłopiec stanowczo. — To ona mi pomogła, nie lekarze.
Mężczyzna zacisnął usta, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Między nim a wiarą zawsze stał mur. Wierzył tylko w pieniądze, interesy, swoją władzę. Ale teraz, patrząc na dziecko, które po raz pierwszy widzi niebo, mur się kruszył.
Dniami pytali na rynku. Nikt nie wiedział, jak się nazywa. Niektórzy mówili, że śpi w kątach starych budynków, inni, że zbiera kawałki chleba ze śmietników.