Ona pokręciła głową.
— Nie chcę pieniędzy. Po prostu zrobiłam, co trzeba było.
Mężczyzna pozostał z ręką wyciągniętą, zawstydzony. Nigdy wcześniej nie spotkał kogoś, kto odrzuca pieniądze.
Chłopiec podszedł do niej i powiedział:
— Jeśli nie chcesz pieniędzy, chodź z nami. Możesz mieszkać u nas.
Oczy dziewczynki napełniły się łzami.
— Należę tylko do Boga — wyszeptała. — Idę tam, gdzie mnie potrzebują.
— A gdzie pójdziesz teraz? — zapytał ojciec.
— Tam, gdzie mnie wzywa Bóg — powiedziała, patrząc w niebo przez deszczowe chmury.
Lekki wiatr przeszedł między nimi.
Dziewczynka powoli odeszła, a chłopiec patrzył, aż zniknęła wśród ludzi.
Kilka tygodni później milioner założył fundację dla sierot, nazwaną „Światło w oczach”.
Na froncie mała tabliczka głosiła:
„Czasem ci, którzy nie mają nic, dają najwięcej.”
A chłopiec każdego ranka, gdy otwierał oczy, nigdy nie zapominał, że prawdziwe widzenie nie jest w oczach, lecz w sercu.