W jego oczach nie było już tylko wdzięczności – był też wstyd ojca, który za późno zrozumiał, że miłość leczy tam, gdzie pieniądze nie.
Podszedł do syna, wziął go w ramiona i przytulił do piersi, nie przejmując się, że łzy spływają mu po policzkach.
— Dziękuję… — wyszeptał do Lucii łamiącym się głosem.
Od tego dnia w domu Vlada nigdy już nie zapadła cisza.
Nie dlatego, że chłopiec ciągle mówił, ale dlatego, że miłość i dobroć w końcu zaczęły mówić.