Szkolny łobuz naśmiewał się z biednej uczennicy przed całą szkołą i groził jej

Po sali przeszedł szmer zaskoczenia.

„Co powiedziałeś?” Andriej, kapitan drużyny, roześmiał się, przekonany, że się przesłyszał.

Ana zrobiła krok do przodu. Mały, ale zdecydowany.

„Powiedziałam, że nie. Nie mam powodu przepraszać za to, że poprawnie odpowiedziałam na pytanie”.

Śmiech cichł jeden po drugim. Coś się zmieniło. Nawet powietrze wydawało się inne.

Andriej zacisnął szczękę.

— Uważaj, jak mówisz — mruknął. — Wiesz, z kim zadzierasz?

Ana lekko się uśmiechnęła. Nie był to wyzywający uśmiech. Smutny.

— Wiem doskonale.

A potem nagle drzwi do sali się otworzyły.

Wszystkie głowy się odwróciły.

W drzwiach stał dyrektor liceum w towarzystwie mężczyzny w prostym, ale eleganckim garniturze i wychowawcy klasy XI B. W ręku mężczyzny znajdowała się gruba teczka.