Następnego dnia wszystko zaczęło się tak samo. Marian czekał na Sonię przy wejściu, gotowy do kontynuowania swojej nieczystej gry. Ale ona przeszła obok niego, nie zwracając na niego uwagi. Jakby w ogóle nie istniał.
Marian nie lubił być ignorowany. W obecności innych to była obraza. Złapał ją więc za rękę i wyrwał jej tornister. Zeszyty rozsypały się po podłodze, a wszyscy zaczęli się śmiać.
— Więc pokaż nam, co tam ukrywasz — powiedział ze śmiechem, potrząsając tornistrem.
Z niej wypadło małe, stare, drewniane pudełko z zardzewiałym zamkiem. Sonia zamarła. Po raz pierwszy jej twarz się zmieniła. Zrobiła krok w jego stronę, a jej głos był spokojny, ale zimny jak lód.
— Oddaj to, Marian. Nie wiesz, co robisz.